wtorek, 19 maja 2009

drzazga

… czy awaria samochodu byłej żony może obudzić Wezuwiusza? Może.

Z tym wtorkiem nie chcę mieć zbyt wiele wspólnego. Ubrałem lniane spodnie, bo miało być gorąco, a było byle jak. Nagie stopy i chłód. Autobus – uciekł, woda w basenie – chlor do kwadratu i takie nieszczęścia małe, głupie.

A potem jeszcze to auto i przy okazji wypominanie, kichanie. I jeszcze słowa, że w moim życiu JEST (DALEKO) KOBIETA. Pierwsza reakcja: uśmiech, druga: gratuluję ci. A moje?

1. – zakłopotanie, 2 – udawana pewność siebie.

… ale minęło. Usłyszałem słowa pokory. A mnie dopada potworne zmęczenie. Jestem źle nakręcony. Zasypiam mechanicznie, zasypiam utęsknieniem i zwykłym, ogromnym pragnieniem do Niej. Ona mówi, że istnieje… Wierzę JEJ.

Nie jak kiedyś…


Pamięć

W twoich rymach same złe

słowa

krew spływa tak szybko

że nie mam czasu na opatrzenie ran

dolewam sobie wina

odpalam papierosa 

znowu cios

bohater z poprzedniej strony

okazał się zdrajcą

wołam rodzinę próbujemy cię zrozumieć

czytam na głos

matka zakrywa twarz rękoma

znowu boli rozchodzimy się

oni na kolację ja na śniadanie

chcę być z tobą jeszcze jedną noc

przytulam i gładzę kolejną kartkę

a ty

żadnej łagodności żadnego spokoju

nawet gdy gra fortepian to tylko

marsze stypa za stypą

strona po stronie

wino usypia

piję trzecią kawę

przewiduję z fusów koniec twoich słów

muszę

kolacja

blisko

śniadanie poczeka

1994 

3 komentarze:

  1. Cudny wiersz.
    Najważniejsze, że coraz częściej się uśmiechasz...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję - bardzo mi Ciebie tutaj brakowało, bardzo. dziękuję. bardzo K.

    OdpowiedzUsuń

statystyka