wtorek, 9 lutego 2010

bar

Zbyt częste jedzenie w samotności odbiera apetyt, siły witalne, a jest udowodnionym – przeze mnie – powodem zgagi.
Na mojej trasie dom – dworzec – dom jest przystań otwartych zapachów. I z kuchni i od klientów czuć głód, pragnienie, mocz, pot, głód.
W Eurusiu, barze mlecznym prima sort (chociaż tęsknię za zlikwidowaną Miniaturką na Matejki) są panie w pięknych toaletach, studenci prywatni i społeczni, nauczyciele i bankowcy. Są gnojki plujące do zupy i załamani swoim stanem cherlawi aktorzy życia.
Jestem i ja.
Zależy mi na szybkim i tanim załatwieniu sprawy. W końcu za dychę nikt nikomu uczty nie sprawi. Jednak podglądam wybory innych zgłodniałych zup, mielonych, pierogów i maślanek.
Przyglądam im się uważnie i zbieram się już do startu, aby wszystkim zrobić pamiątkowe ujęcie. Takie pierwsze przyjęcie. Taki początek i koniec. Ale coś mnie ciągnie za lejce, coś powstrzymuje. I nigdy nie jestem bohaterem, żadnym wydarzeniem. Zamawiam, płacę, żartuję z panią w żółtym fartuchu, biorę przybrudzone sztućce i mlaskam, połykam. Potem zmykam. Umykam przez park, przez przejścia. Najedzony, zapatrzony, wygłodniały samotności…

poniedziałek, 8 lutego 2010

chcieć i móc




"Mężczyzna poznał starościnę, ukłonił się i poczerwieniał."

z Wyspy, Eustachego Rylskiego

plany

planowałem pomalować
pokój na zielonooko
planowałem zasadzić maki
w wilgotnej łazience
miałem zamiar wymienić
kuchenny zlew
(ten pełen skrzepniętej krwi)
miałem zamiar
powiesić w przedpokoju
sznurek plecionych łez
zebranych
po pierwszym orgazmie
chciałem poukładać
książki według nastrojów
chciałem stworzyć
symfonię na pożegnanie
depresji
powinienem
wyrzucić śmieci
ugotować obiad
pomyśleć o deserze
kawie z niewielką pianką
dla kogo?
dla planowanej kobiety



(a nominację, za którą dziękuję Moni, do KREATIV BLOGGER AWARD – przekazuję i kobiecie, i mężczyźnie: Majce i Andrzejowi

niedziela, 7 lutego 2010

rozkaz

Prowincja jest pojęciem umownym – rzekł Władimir Iwanowicz, który był kanalią z domieszką pijaka. Ale te cztery słowa, bohatera opowiadania Siergieja Dowłatowa, są wymówką dla moich przyszłych czynów.
Moje jazdy, objazdy, wyjazdy dają mi prawo na zmianę drogi. Na wymianę, w kantorze życzeń, starych upodobań na nowe.
Niebawem kończy się umowa najmu mieszkania, glejtu w pracy nadal brak, kobiety w Poznaniu jakieś smutne – obciążone moimi uprzedzeniami.
Syn lubi podróże i moje szaleństwa. Najchętniej oddałyby mi swój kawałek podłogi, ale główny lokator ani myśli spełnić życzenia dziecka. A więc? A więc w drogę, szaloną, niesprawdzoną.
Już w ubiegłym roku zamieszałem chochlą w mojej pustej głowie. Wyłowiłem wtedy pomysł wyjazdu, opuszczenia tego miejsca, miasta. Ale tamto postanowienie uleciało, spłowiało. Było krzykiem, a nie rozkazem. Teraz – nic na siłę, nic prędko, ale wyjechać… powinienem. Może na zawsze, może na trochę.
Zagubić się, by odnaleźć się w miejscu wielkim lub małym. Moim. 

sobota, 6 lutego 2010

radość

Radośnie, a mróz mamy gdzieś.
Radośnie i uczciwie. Słowa pasujące jak puzzle. Spojrzenia wprost, żadnego patrzenia w ściany, sufit i czubki butów.
Na zmrożonym jeziorze lekki strach, ganiając za sarnami emocje dziecka, w odrestaurowanej kaplicy zachwyt młodzieńca. Podczas opróżniania flaszki plany na miesiące, na lata. Coraz mniej przeszłości. Coraz mniej obopólnych napomnień.
Wprawdzie Stasiu w Raz, Dwa, Trzy dopatruje się Franka Sinatry, a ja śmiechem nucę Młynarskiego. Mamy, więc gotowy spór. Tak jak kiedyś kłóciliśmy się o Piłsudzkiego, tak teraz o muzykę. Oby tak zostało.
Nawet, gdy zgubiłem obiektyw i ogłosiłem koniec świata, on spokojem ratował sytuację. A, gdy sprzęt się odnalazł, zagubiony na zakurzonym chórze kaplicy, Stasiu wykazał większą radość ode mnie. Wiadomo. Nie będę marudził do nocy, że świat jest przeciwko mnie. A przecież mogłem, już miałem argument… 

czwartek, 4 lutego 2010

do



Gdybym mógł już dzisiaj poleciałbym jak kaczka, jak gęś. Do ciepłej ojczyzny, do miejsca odpoczynku.
Jutro jadę do Przyjaciela. Do Stasia. Na Kaszuby.
Potrzeba mi jego oddechu, śmiechu, nerwowych tików, cierpliwości i gadulstwa. Zapachu męskiego potu, uścisku dłoni, sporu o zasady i reguły. Potrzeba mi wspólnego śniadania, zachlapanej męską odwagą łazienki, wypicia flaszki lub dwóch. Potrzeba mi przyjacielskiej spowiedzi. Kilku kuksańców i wspominania szkolnych czasów. Miłości, gniewu, nadziei, zagubienia, dopełnienia.
Nie podejrzewałem siebie o taką tęsknotę.
Przeczytałem właśnie „Zerwać pąki, zabić dzieci” Kenzaburo Oe. Od wielu lat nie natrafiłem na równie dobrą książkę. Z każdą sylabą, słowem, zdaniem, stroną, rozdziałem – budziła się we mnie jeszcze większa ochota bycia obok Stasia.
Historia nastoletnich wyrzutków, opuszczonych przez dorosłych, przez świat, którzy radzą sobie z zarazą, którzy uczą się dojrzałości, męskości, braterstwa, przyjaźni tak bardzo mnie wzięła, że całość zacząłem przekładać na swoje dorastanie, na własne zmagania. Na nasze bycie.
Stasia znam od niemal ćwierćwiecza. Nigdy nie brakowało go, jak teraz.
Teraz, już jutro. 

środa, 3 lutego 2010

próby

A może tatuaż? Tylko z henny, aby zmazać, zmyć. Na samym czole, tuż nad stęsknionymi oczami, wielki napis wersalikami: JESTEM DO WZIĘCIA. I do tego trzy wykrzykniki rozpaczy. Nie! Pomysł dobry, napis głupi. Może tak: ZAKOCHAŁBYM SIĘ (też z wykrzyknikami). Zbyt pretensjonalne? Ok. Trzecia próba. Próba rozpaczy. Uwaga, kurtyna grzywki idzie w górę, pokazuję czoło: JESTEM ODDANY JAK PIES.
Też słabe, skomlące, infantylne.
No to jak?
W pociągach gapię się w kobiety, na ulicach łapię je za… (nieważne, za co, ważne, że to robię). Tylko oczy są syte. Potem jak zboczeniec oglądam te uchwycone na monitorze i puszczam wodzę przypuszczeń. ­ - Jesteś sama? – Masz dzieci? Męża, do cholery? Mam też zboczone przypuszczenia, ale zamykam je w czterech ścianach pokoju. Nic wam do tego…
A może ogłoszenie prasowe? Krótkie, zwięzłe, ujmujące:
Niestary mężczyzna z przeszłością pozna panią po przejściach.
Nie! Odpowiedzą same amatorki Osieckiej, Wolnej Grupy Bukowina i Starego Dobrego Małżeństwa.
A więc próba ostatnia:
Czas ucieka. A zakochać chcę mi się.
Niezdarnie, niepoprawnie, ale od i z serca. 
statystyka