sobota, 21 listopada 2009

wygłupy



On mi, ja Jemu. Za miastem. W mieście. Gdzie się dało.
Robiliśmy zdjęcia. To wyżej, to dzieło Szymona, ja tylko pokryłem je tajemnicą.
Nie potrafimy siedzieć w domu. Szymon tylko poprosił o zabranie czytadeł. – Ty gazetę, ja książkę. W autobusach trochę pomilczymy, dobra?
Było zupełnie inaczej. Czytanie było, ale nad brzegiem rzeki.
A tak wymyślaliśmy rymowanki: Baba na targu bez utargu leży w śmieciach w letargu – to kawałek naszej wspólnej twórczości ambitnej… Była też pieśń o miłości: Ona skona, gdy ją dziobnie wrona…
W lesie rzucaliśmy liśćmi na odległość. Ale one tylko latały, wirowały, uciekały.
Po siedmiu godzinach wróciliśmy udając kangury. Skakaliśmy, a ludzie na ulicy pukali się w czoła.
Nudziarze. 

piątek, 20 listopada 2009

Rozmowa na brzegu jeziora



Czy jest pan pisarzem?
Niestety, nie.
A tak bardzo chciałam poznać pisarza.

To, kim pan jest?
Nikim.
To jest pan poetą. 

czwartek, 19 listopada 2009

różyczka



- Czy jedno słowo może wytłumaczyć życie?
To zasadnicza kwestia w „Obywatelu Kane”. Tam chodziło o „różyczkę”. Tu chodzi o nadzieję…
Od chwili, gdy odkryliśmy ze Stasiem naszą przyjaźń na nowo, stał się dla mnie jedną z najważniejszych osób na ziemi.
Gdy jestem obok niego częściej się śmieję, świntuszę, strzelam głupie miny i interpretuję wiersze znane i te wymyślane na poczekaniu. Gdy jestem obok przestaję zajmować się moją depresją i rozdrapywaniem ran. Tutaj one się goją.
Do Poznania ciągnie mnie tylko tęsknota za Szymonem. Nic więcej. Całe miasto spowite głupimi czynami, całe miasto ujęte na tysiącach zdjęć. Tam nie moje miejsce.
Gdy naprawiałem dzisiaj zamek w Jego drzwiach poczułem się potrzebny, niezbędny, jak klucz, który On gdzieś posiał…
Mam nadzieję, że go znajdzie. Dobrze, że mnie odnalazł. Ważne, że JEST!

środa, 18 listopada 2009

Sztuka pływania



…nigdy nie umiałem pływać, ale to tutaj, na Kaszubach, skoczyłem na łeb, na szyję… I odpłynąłem, poniosła mnie fala.
Nie chcę jeszcze raz przeżywać życia, zaczynać od tamtego skoku. Chcę wydostać się z toni i wrócić na brzeg. Popatrzeć na jezioro i powiedzieć: ­- To za mną, wieczność przede mną!
Byłem na grobie dziadka, byłem w miejscach, w których kochałem kobiety i przeklinałem mężczyzn. Dotykałem tych samych żywych drzew i plułem pod wiatr jak szczenię, jak wtedy. Tam.
Matka mojego Przyjaciela urodziła dziewięcioro dzieci. Przyjęła nas kawą, obiadem i uśmiechem. Jej twarz pokryta bruzdami młodniała z każdym słowem syna. A jej oczy wcale się nie tliły, one płonęły żarem spełnienia i szczęścia. Gdy po kaszebsku wspominała swojego męża, to jakby go tuliła, jakby dotykała jego dłoni…


Dzisiaj nauczyłem się pływać. 

wtorek, 17 listopada 2009

wyjechany



Jestem wyjechany…
Kaszebi (nie –ubi) nie mówią, że wyjechali, że są w podróży. Oni są wyjechani.
Dzisiaj blisko siedem godzin w Borach Tucholskich. Łaziłem jak myśliwy, tropiący swą zwierzynę. Moje łupy są jednak skromniejsze. Stare powalone drzewa, jeziora puste lub pełne rybackich sieci. Były też ślady przeszłości.
Uzmysłowiłem sobie, że moje dzieciństwo ma zapach jałowca. U mojej babci, która mieszka w lesie, jałowce budzą podziw zieleni i jagód. W Wielkanoc służą do chłosty, jesienią wkraczają do wędlin i nalewek. Zimą trafiają na gardzieli i brzuchów. Dzisiaj pierwszy raz od dziesięcioleci widziałem las usłany wielkimi jałowcami. I zacząłem odgrzebywać plastry dobrych chwil spędzonych w kaszubskich lasach.
Jutro będę jeszcze ich bliższy..
Jutro spotkam Piotera. Tak, Piotera. Bo tu nie ma Piotra, takie imię nie istnieje. Jest Pioter. 

niedziela, 15 listopada 2009

urodziny



…był obiad. Pyszny. Był tort. Kupiony. Był wyproszony spacer… (aż tak wcale nie musiałem skomleć). Były, są urodziny mojej byłej.
Jej komputer się zawiesza, tak samo jak pamięć o mnie, więc pofolguję sobie. Ona już nie czyta, ona słucha, mówi… zajęta przygotowaniem nowego mieszkania. I jest w tym dzielna, ale dla mnie oddzielna.
Skala naszych problemów w innych kolorach, na innych biegunach.
Prezent kosztował mnie niewiele złociszy, ale kilka godzin w tygodniu na niego poświęciłem. Portret. Niby grafika, niby obraz. Niby ona, niby nie ona. Od piątku chciałem go podrzeć na puzzle. Niech układa… Ale zostawiłem i naprawdę się podobało. Widziałem. Czułem.
Pierwsze od lat urodziny spędzone prawie normalnie. Prawie? Byłem gościem na kilka godzin, ale przestałem być tym złym gościem, tym mężem…
W nagrodę uprowadziłem Szymona, źrebaka prawdziwego. Stary koń został wspomnieniem odlanym w gipsie.
ja…

sobota, 14 listopada 2009

sucho



Odporność na samotność zanika, już się zużyła. Wyschła.
…mieszkam nieopodal hotelu, w którym cztery lata temu podciąłem sobie żyły. Mijam go lękiem i wstrętem. Lecz podświadomie coś mnie ciągnie w tamtą, przeszłą stronę.
Nie uwolnię się od tego miejsca, od tamtych ludzi, od tamtego złego mnie.
Znoszę upokorzenia, ranią już mniej. Ale nie znoszę tego stanu bycia, jakby mnie nie było!
Ile można zrobić zdjęć, sprzątać, prać, czytać, słuchać, oglądać, pisać? Ile można wierzyć i przestawać wierzyć? Jak długo głupio i durnie, powtarzać: - Bądź cierpliwy!
Sucho, ani kropli.
Próbowanie bycia na nowo w pojedynkę jest dobre w stanach przejściowych. U mnie już nie skutkuję, nie działa. Bo zawsze dopada mnie przeszłość. Każdej nocy, każdego pieskiego popołudnia.
Chciałbym skrytykować, zrecenzować samego siebie, ale tracę dystans. Zbyt długo biegnę…

statystyka