środa, 17 listopada 2010

samotność



Stragan pamiątek nocy:
alkohol w dziurawej ósemce, na statywie stanik.
Mydło w talerzu ogórkowej z masztem z widelca,
okruchy razowego prowadzą do łazienki:
twarz nie odbija się w lustrze.
Nic, nic, nic. Mgła. Wrzątek leje się do pustej wanny:
ostrze trafia w udo. Kap. Kap. Kap.
Ściskam nadgarstek. Tik. Tak. Tik. Zegarek po ojcu zatrzymuje
ćwiczenia ze śmiercią. Zabawy z życiem. 

piątek, 5 listopada 2010

puzzle


W łazience suszę
twój portret
obok widoczków, skarpet,
aktów byłej żony.
Suszę ustami
gapię dłońmi.
Twoje oczy wyszły wspaniale.
Reszta rozmyta. Drę raz, dwa, trzy.
Zostały widoczki.
Podarte oczy pływają w wannie.
Rozmyte usta przykleiły się do lustra.
Wyjmuję z kuwety kolejny
zachód
wschód.
Twój brzuch.
Ucięty kadr, pępek mruga zadowoleniem.
Na następnym same dłonie.
Potem stopy, plecy.
Puzzle tęsknoty.
Dzwonię na pogotowie, policję
do Boga.
Chyba cię zabiłem.

Nikt nie odbiera. Wszyscy zajęci
widoczkami.
Na lepszą przyszłość.  

środa, 27 października 2010

uciekając



Uciekając
szukam drogi do powrotu.
Spakowałem trzy widelce,
jeden piernik do wiatraka
oraz aparacik na baterie.
Będę jadł, dłubał, otwierał.
Będę czytał wiersze z ambon.
Będę pstrykał dojrzałe kobiety.


Uciekając
przepuszczam pociągi
przez godziny wygłodniałe.
Przepędzam natrętnych
kierowców w minispódniczkach.
Gwiżdżę na ptaki
- niech lecą same.


Uciekając
zamykam oczy:
ośmiolatek. Lato. Las. Kaszuby.
Kolorami łez krzyczę :
zguuuubiłem się.

wtorek, 19 października 2010

wędrówki



Widzę, że nikt się nie przyzna.
Będziemy rozpoznawali
po rajstopach
barwie lakieru
sukience.
Będziemy bezwzględni!
Przeszukamy tysiące domów
przeryjemy akty urodzenia
zlustrujemy listy kochanków.
Pokażemy swoją siłę!

Jesteśmy drobnoustrojami
zawiedzionej miłości
porzuconych kochanków
uwiedzionych myśli
porzuconej bielizny za łóżkiem.

Więc już po wszystkim:
poeta zasnął pijany.
Żywa kobieta zbędna.
Wiersz się skończył,
on się skończył.
Ona odzyska twarz
w następnej fotografii.   

środa, 13 października 2010

z półki



Zachwycam się
włosem łonowym
na grzebieniu
przykład roztargnienia
układ na stoliku
cząstka promienieje jej łonem
armia straceńców wyłazi z biblioteki
padają imiona dziewic
pań z ołtarzy
do kogo należy ten piękny zawijas
Kosiński orzeka:
to był samiec
czar pryska
Witkowski połyka
zboczeniec!
-wrzeszczy koło gospodyń wiejskich
(co one tu robią?)
duszę połykacza
krztusi się moim wspomnieniem
wypluwa cztery peruki i kłębek włóczki
wyrzucam autorów na półkę
ze znaleziska utkam sobie lalę
uczeszę grzebieniem
ucieszę wierszem

czwartek, 30 września 2010

gadanie



Lustro: - Co u ciebie?
Przed lustrem: - Źle obciąłem paznokcie…
- I co za kłopot?
- Krwawię.
- Zabliźni się.
- Ale chciałem się onanizować.
- I co za kłopot?
- Teraz się brzydzę.
- Zamknij oczy.
- Nie uda się. Cały czas będę myślał o tych ranach. Pieką.
- No to nici z seksu.
- To, co ja mam teraz robić?
- Rozpłacz się. Jedne emocje zastąp drugimi.
- Ale mi się nie chcę ryczeć.
- Spójrz na mnie. To nic trudnego………………………………………………………… 

środa, 22 września 2010

czego



Milczenie ma zalety. W milczeniu dojrzewa czas.
Nie potrafię poskładać słów w zdania. Nie potrafię zdań zamienić w zaklęcia. Zaklęć użyć w modlitwie. Modlitwy traktować jako koncertu życzeń.
Czeka mnie podróż. Zła. Niepotrzebna. W przeszłość. Enigmatycznie i wprost: boję się.
Nie wiem czego się spodziewać i dlatego nie potrafię napisać scenariusza, który pewnie spłodził już pewien urzędnik w sądzie miasta K.
Wiem, czego nie chcę. Wciąż czegoś chcę… Nie tym razem…
Przeraża mnie droga, rozmowa, oczu spojrzenie. Przeraża mnie wstyd. 

czwartek, 9 września 2010

jazda




ruch jednokierunkowy
ty swoje
ja morda w kubeł

Czy zamawiał pan panią?
Zamawiałem.
I są tylko kurwy?

ruch prawostronny
bazgrzę członkiem wielkie słowa
otwierasz portfel
pięć złotych zabezpieczy
naszą przyszłość

Czy kochał pan pana?
Nie odpowiem.
Mamy niespełnionych poetów,
reflektuje pan?

ruch lewostronny
zasypiam przy ścianie
trzaskasz obcasami schodów

Czy lubi pan filmy porno?
Wolę psychologiczne.
Nikt nie zakazuje panu myśleć.

środek
o piątej dwadzieścia
maluję pościel snem bezeceństw
zakładam okulary
widzę odłączenie
ruszam w górę rzeki

Ostatnie pytanie:
Czy lubi pan swoje ciało?
Krępujące!
Pani Zosiu, pani przyniesie kajdanki…

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

czasem zabawy




Niebezpieczeństwo czasu. Przełom sierpnia i września, to godziny słabości. Mojej. Muszę uważać na myśli, na czyny. Na słowa przestałem zważać. To czas zły. Zły w złości czasu teraźniejszego.
Ostatnie dni gapiłem się sufit, plułem do lustra i słuchawek telefonów. Jedyne, co mnie ratuję to szaleństwo w odkrywaniu nowych technik fotografii. Zwłaszcza tej minimalistycznej. Zakochałem się (na razie bez wzajemności) w zdjęciach, robionych techniką otworkową, czyli taką bez użycia obiektywu. Prześwietlam i naświetlam i maczam w łazience stare filmy, papiery. Mnóstwo tego, tylko pasta do zębów się skończyła…
Zrobiłem też kilka ujęć w puszkach po piwie. Browaru nie pijam, więc pogrzebałem w śmietnikach, co dało efekt piorunujący, bo znajduję ciekawe rekwizyty. Jednego dnia jestem nimi zachwycony, następnego wracają do swojego domu.
Szaleństwo pogłębiam pstrykając – nie wkręcając obiektywu, lecz uchylając go w zależności od światła i własnego widzimisie.

Tylko czy to ma jakiś sens? Wszystko i tak zwaliło się na łeb. W samotności najgorsze jest, to że nie da się nią zachwycić. 

niedziela, 22 sierpnia 2010

pewna




Z ostatnich dni:

Pewna kobieta mówi nie szukaj baby, szukaj Boga.
Pewna dwudziestopięciolatka oświadczyła: nie jesteś mi obojętny.
Inna mówi, że nie wiem, co to jest miłość i za dużo w tobie stanów depresyjnych.
Do chóru dołączyła trzydziestolatka nazywając mnie na piśmie żywym trupem.
Pewna gospodyni domowa zdradziła męża. Miałem ją rozgrzeszyć, ale… ty nic nie rozumiesz i trzasnęła drzwiami.
Przyjaciółka mówi zmieniłeś się. Dopytuję: I co z tego? Milczymy.
Pewna dojrzała i piękna pani traktuję mnie jak worek treningowy, ale nie przeszkadza jej to całować mnie po szyi.

Z ostatniej chwili:

Czy istnieje ta PEWNA Kobieta? Pewna siebie i mnie? A ja pewien nas? 

wtorek, 17 sierpnia 2010

Dwa projekty, dwa cytaty


Z Andrzeja Bursy:

„mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka”


POSZUKUJĘ, ZAPRASZAM, PROSZĘ
CHĘTNYCH
Zainteresowanych moimi projektami fotograficznymi. Pierwszy zwie się „Krzesła”, drugi „DNA”.
Potrzeba tylko chęci, odrobinę dobrej woli, dwie – trzy godziny ze mną i zgody na publikacje wizerunku. Nawet pieniędzy nie trzeba (te zamierzam ja zarobić w przyszłości).
W pierwszym projekcie – nieważny wiek, płeć. Nic nie jest ważne. Ważni jesteśmy My.
W drugim – bezwzględnie trzeba być rodzicem lub dzieckiem, ale wtedy jedno musi namówić drugie, aby Holden pożarł dwie owieczki.
(Projekty są autorskimi pomysłami i są zastrzeżone. Jeżeli uda się je zrealizować – będą wystawy. Szczegóły na priv – czekam naiwnie na listy) .


Z Adama Georgiewa

„Olej wszystko, chłopaku, nic nie jest ważne. Porządnie sobie zaruchaj, to jedyne, co ma sens”. 

wtorek, 3 sierpnia 2010

a może




masz mi coś do powiedzenia
masz drobne na bełta
masz serce lub wątrobę na przeszczep
a może masz łono na odwiedziny

szukałeś w gazetach
w wierszach
w pubach
burdelach
a może w kościołach

czekałeś na przekaz
czekałeś na telefon
dzwonek do drzwi
a może nóż w plecach

nie brałeś
nie piłeś
nie jadłeś
nie paliłeś
a może nie modliłeś się

wszędzie i nigdzie
w parku i pod mostem
w rozporku i w staniku
w konfesjonale i w kostnicy
a może w ideach

no kurwa
no nie użalaj się
no nie płacz
no nie pij
no nie tnij
a może nie pisz 

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

droga


Nie mam pieniędzy na chleb, papierosy, wódkę, długi, alimenty i mieszkanie. Godzinę temu wypowiedziałem umowę. Musiałem.

Nie mam stałej pracy. Nie mam spokoju w sobie, nie potrafię odnaleźć go w innych. Żegnam się z Poznaniem. Mam miesiąc.
Wyjadę niedaleko, by być blisko Szymona. By być dalej od byłej żony, jedynej kobiety, która mnie rozumie i wspiera, ale nie chce być ze mną.
Nie lamentuję. Szukam dobrych stron w tej tragiczniej sytuacji. Tragedie też bywają piękne. 

niedziela, 1 sierpnia 2010

wspomnienia



Jest rocznica. Wyją syreny. Szacunek wymieszany z wątpliwościami.
Mam i swoje prywatne sprawy 1 sierpnia. Dzień mojego chrztu, dzień pierwszej nagiej kobiety, dzień pierwszego ślubu.
Czasami zapominam o swoich urodzinach. Nigdy o chrzcie. Kilka miesięcy temu pojechałem do kościoła na Kaszubach, dotknąłem wody i olejków. Poczułem magię.
Kilka lat temu rozebrałem się do Adama na pomoście, z krzykiem ukrytym w języku, zamknąłem oczy i wspomniałem Jej widok. Małe piersi. Piękno łono. Zadrapanie na udzie i pod pachą. To niżej wzbudziło moje opatrunki.
Spałem u Piotra. Nie w domu. To od niego pojechałem po przyszłą żonę. Podczas ceremonii płakałem. Tydzień wcześniej powiedziałem, że nie chcę ślubu. Przez zdrady, przez moją infantylność, wrażliwość. Wojaczek z Bursą krzyczeli ze ścian, wyrytych młodością.
Ale ten wieczór był piękny. Piły mnie buty. Kapała krew i nagle się okazało się, że już od trzech tygodni opóźnia się miesiączka. Paliliśmy, paliliśmy, kochaliśmy się w na skrzynkach wódki. A mój bliski muzyk grał Nalepę, Uriah Heep - Lady In Black
Dzisiaj zrobiłem obiad drugiej żonie, wykąpałem się z synem w leśnym jeziorze. Zabrakło pomostu. Zabrakło skrzynek wódki, były olejki.  

czwartek, 29 lipca 2010

tak




Tak, jestem w permanentnej depresji. Nie radzę sobie. Właśnie kończy się najgorszy urlop. Nie starcza na chleb, starcza na papierosy. Nie wierzę w jutro, nie chcę uwierzyć we wczoraj.
Litania utyskiwań jest – jak zwykle – długa. Ale ściana, przed którą stanąłem jest ze szkła. Widzę przez nią innych. Mlaskam jęzorem, pozdrawiam znajomych. Nikt nie słyszy, nikt nie widzi. Lustro weneckie?
Gdyby nie Szymon całymi dniami leżałbym w łóżku i wył do sufitu. A on wyrywa mnie do kuchni, łazienki, parku. Są więc obiadki, pranie i rolki, i rower. Pociąga mnie za sznurki i jakoś funkcjonuję.
A gdy pojedzie, gdy wyjedzie kimkolwiek będę – będę sobie sam sobą…

sobota, 24 lipca 2010

w deszczu


Lało w nocy, nie ustępowało w dzień. Teraz chwila przerwy, odpoczynku. Szymon znudzony siedzeniem w domu obstawia książki armią ołowianych żołnierzyków. Mnie denerwują czarne ludziki. To fraza z Pidżamy Porno. Słucham na siłę, dla siły. Dla otuchy, dla buntu, bo każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje…
Ale
Nie jestem tym który zwątpił
I tchórzem, co się podał
Nie jestem buntownikiem, choć niewiele mi się tu
podoba
Już krzyczy głowa

Z tego krzyku zrodziła się mała rewolucja. Postanowiłem, że Drzazgach nie będę publikował zdjęć dziewczyn. Mają już wiele moich miejsc w sieci. Będzie inaczej. Publicystycznie. Od dzisiaj.
Stęsknionych kobiecych wdzięków odsyłam do ogólnodostępnego portfolia, które co pewien czas będę aktualizował. A może jeszcze coś wymyślę… zanim dzień stąd odleci na chmurze…

piątek, 23 lipca 2010

minęło


Szymon wypatruje lepszych dni. Patrzymy w tym samym kierunku, pozostawiając nieudane dni za sobą. Pierwszy tydzień urlopu wypadł kiepsko. Był niepotrzebny.
Tak musiało być? Tak było. Minęło.
Jeszcze trochę, jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.
Gadamy o tym, co jutro, zapominamy wczoraj. Szymon dojrzalej patrzy w przyszłość. Znajduje recepty na emocje. Łazimy, pstrykamy, czytamy, oglądamy.
Dzisiaj podczas wędrówki pewna dziewczynka zapytała mamę: - Znajdziesz w końcu mi tatę? Mama westchnęła i odrzekła: - Musisz pomóc.
Mój syn pomaga odnaleźć mi spokój. 

piątek, 16 lipca 2010

urlop i do Jarocina


Nabrałem (trochę) dystansu. Do siebie, do Was. Znowu zacznę czytać, odwiedzać, komentować… Nawet zabiorę Was na urlop. A ten zaczął się dzisiaj.
Szymon nad-pod Grunwaldem. Walczy z kolegami. Mówi, że jest bosko.
Wszedłem dzisiaj do wody i także mi było nieziemsko (na obrazku B.).
A jutro – w prezencie od Waldka – wybieram się na festiwal w Jarocinie. Będą Muchy, Pogodno, TSA  i przede wszystkim Pidżama Porno.
Wrócimy w niedzielę nad ranem, a wtedy czekam powrotu syna i ruszamy na Kaszuby. Na zdjęcia, na ryby, nad wodę, po odpoczynek, po pracę… 

piątek, 9 lipca 2010

dystans


Wszystko ma swój czas. Siedzenie przed komputerem. Utyskiwanie, pokazywanie radości i smutków.
Teraz jest czas nabierania dystansu. Do ludzi, wydarzeń, okoliczności.
Kolekcjonuję rzeczywistość, która mnie otacza, która boli i śmieszy, która jest na dotyk.
Wiem, że czytelnicy tego bloga są prawdziwi. Z krwi i kości. Z łez i potu. Z gniewu i radości. Ale mam zbyt często trudności z rozszyfrowaniem półprawd, kłamstw i zwodzeń. Mam też problem z dostrzeżeniem siebie w tym co widzę i czytam. Dlatego jestem tu rzadko, dlatego wybieram czytanie książek i robienie zdjęć (powyżej J.).
Szymon wrócił dzisiaj z Chorwacji. Zaraz zbieram się w sobie i ruszam do niego. Zaraz minie tydzień i czeka mnie urlop. Z synem. Pod namiotem, pod błękitnym niebem, na Kaszubach i tu gdzieś blisko. Zasłużyłem na odpoczynek. Zmęczyła mnie ta gonitwa i ciągłe szukanie…

niedziela, 4 lipca 2010

koncert


Jutro będzie futro albo skórka od banana. Pośliznę się lub zaszaleję w rozkoszy niewiadomej. Jutro będzie kolejny rok z trójką z przodu w kalendarzu, jutro będą samotne urodziny, ostatnie przed czterdziestką.
Czas bym przeżył kryzys wieku średniego. Zakochał się, rozkochał, wykochał…
Czas bym złożył sobie – jak na bufona przystało – życzenia.
Będą śmiałe, ale krótkie. Dłuższą wersję wysłałem poleconym do nieba.
Po pierwsze, drugie, a i trzecie – chcę, aby ktoś zapisał mi spadek. Taki na spłatę długów i zakup nowego sprzętu foto, a oto pozostałe widzimisię:
- chciałbym spotkać się z moją córką, pogodzić się z pokłóconymi, napić whisky ze Stingiem, zrobić akt mojej byłej żonie, dostać list od Mendozy (po hiszpańsku, abym miał zagwozdkę), mieć taki fart jak Masłowska i aby mój syn, zawsze był ze mnie dumny.
A dzisiaj sprawiłem sobie prezent wyjątkowy i obfociłem śliczną (nomen omen) Weronikę, którą uczyniłem patronem tego koncertu życzeń…
statystyka