czwartek, 31 grudnia 2009

początek



Fragment mojej sztuki zatytułowanej „Trzydziesty 
czy pierwszy?”

(Ewa leży, siedzi, wierci się w łóżku – przykryta kołdrą. Adam na skraju łóżka, siedzi, pali papierosa, wolno, leniwie. Pierwszy raz nigdzie się nie spieszy…)

EWA: - Napiłabym się…
ADAM: - A ja rozebrał.
E: - Przecież jesteś w samych bokserkach…
A: - Potwornie mnie piją!
E: - Bokserki? Masz mnóstwo przestrzeni…
A: - Miałem. Oj, miałem, ale ty się pojawiłaś.
E: - To miał być komplement? Zaproszenie czy samcza pycha?
A: - Nie wiem. Przestałem manipulować mózgiem, więc i władcą bokserek! Ty tu rządzisz.
E: - To, dlaczego nie położysz się obok mnie?
A: - Leżałem przez ostatnie osiem godzin. Muszę odetchnąć. Poza tym palić mi się chcę, jeszcze dwa.
E: - Dwa papierosy?
A: - Tak, a potem zatańczymy, w końcu chyba jest już Nowy Rok. Sprawdzałaś zegarek?
E: - Nie, nie wiem gdzie go odrzuciłam.
A: - To umówmy się, że spalimy je na spółkę i ogłosimy początek nowego…



(Niech Wam będzie 
od początku!)

środa, 30 grudnia 2009

rok



Pamiętam kalkę dnia sprzed roku, o której wstałem, co wyprasowałem, a co zgniotłem w otchłani szafy. Dlaczego krawat, po co krople wody za uchem. Wizytę siostrzyczek byłej i gadanie o tym, że w Biedronce tanie wino jest.
Pamiętam niepewność, nieprzespaną noc, suche gardło, mokry kark.
Zimno było mi w stopy, zawiewało łydki i uda. Kalesony "pod garnitur" wydawały się nietaktem.
Pamiętam łzy i pełen nos. Nieobca jest mi też sala 310 i sześć kobiet. Była, jej siostra, maszynistka, ławniczka raz i dwa, sędzina. Była też kropla krwi rodzaju żeńskiego na różowej sukience maszynistki.
Tyle lat już minęło. Tyle lat innych, co roku. Minął rok.
Nie, nie byłem dzisiaj w Biedronce po tanie wino. Przez trzydzieści sekund widziałem byłą. Tak przez przypadek, tak dla przypomnienia, dla rocznicy.
Tak bez orzekania o winie. W siedemdziesiąt dwie minuty…

wtorek, 29 grudnia 2009

wszystko



Ukryć emocje. Pstryk i już. Zgasić światło. Wyłączyć się. Nie myśleć.
Udawać.
Wiadomość jest straszna, okropna, a ja podświadomie i tak myślę, i wiercę: - Co jeżeli, to prawda? Co oznacza to dla mnie?
Mężczyzna, którego czasowo zastępuję w pracy, który dał mi szansę, jest bardzo chory. Niektórzy szepczą: śmiertelnie.
I co ja mam z tą wiedzą zrobić, jak ją przyjąć? Jego choroba oznacza danie mi szansy, na którą czekałem od kilkunastu miesięcy, ale wiadomość o tym, że może umrzeć, nie daję mi spokoju. Nie jestem hieną. Ale…
Właśnie ale. Jego nieobecność, to moja praca. Jego choroba, to moje ozdrowienie. Boże, co to za wybory? Boże, co to kolej rzeczy?
Nie jestem hieną! I już! Niech wyzdrowieje i JUŻ.
Dostałem szansę i postaram się o kolejną, niech i On załapię się na koło fortuny. Niech przeżyję. Niech wróci.
Nie chcę, aby znowu piekło mnie sumienie, bolało bycie…
Niech wszystko się poukłada, ale nie w imię wszystkiego!!! 

poniedziałek, 28 grudnia 2009

bałwan



Gdy złość, gdy gniew, gdy ból najczęściej klniemy, podnosimy głos, płaczemy, pijemy, siorbiemy. Wiele mamy sposobów.
Moja była ma wyjątkowy. Frazę Franza z Psów zwykle wykorzystują faceci, ale pewnie to stereotyp, bo ona używa TEGO siarczyście.
- Nie chcę mi się z tobą gadać! – nie zawsze ma wykrzyknik, ale te kilka słów sprawia, że nic się nie kończy, wszystko się zaczyna. Ale w mojej głowie. Jej się nie chcę, nie potrafi, problem pozostał.
Za to ja zaczynam mieć gadanego.
Podróże pociągiem czynią sytuację. A więc staję się usłużny i pomagam pięknym i mniej urodziwym nosić, znosić, podnosić walizki, kartony, podarunki, rulony, siatki. Moja pomocna dłoń staje się oczywiście pretekstem do wymiany grzeczności, mrugnięć i otarć. Szał!!!
Moja dzielność jest uwikłana w samczy popęd, więc tym większe było moje oburzenie, gdy taszczyłem dzisiaj, u boku pięknej i mądrej blondynki, dwie walizy. Sto metrów, dwieście.
Nieśmiało mówimy o pogodzie. Uśmiechamy się, co dwadzieścia kroków, a na mecie dostaję kopa. Jak bałwan, rozpływam się.
Na niewiastę czekał mąż, który szczerzył z radości zęby do małżonki i kły na mnie…
Blondynka obdarzyła mnie spuszczeniem walizki na stopę i czule powiedziała: - Chyba jednak będzie padać, do widzenia.
Od razu przypomnieli mi się Franz i była, bo teraz to mi nie chciało się z blondyną gadać…  

niedziela, 27 grudnia 2009

przygoda



Jednak mam BARDZO MAŁY ROZUMEK! W przypływie słabości, fali samotnych godzin trzepnął mnie wiatr głupoty. A, tak!
Założyłem wczoraj profil na serwisie randkowym! Boże, ale depresja! Ale desperacja!
Ale już się wycofuję, niech te dziesięć złotych dumnie spłonie w czeluściach zapomnienia. Tyle kosztowało mnie, aby wejść, zobaczyć, przekonać się…
Nie będę kpił, aż tak bardzo cyniczny nie jestem. Nie będzie żadnych cytatów. W ciągu dziesięciu godzin otrzymałem ponad dwadzieścia listów (zdjęcia nie zamieściłem). Opisałem się dosadnie, lecz skąpo: Nie wiem czy to rozsądne, ale trwanie w samotności jest piekielnie trudne... i zbyt długie... Nie cierpię KŁAMSTWA!.
Ale takie branie, to nie dla mnie. Starzeję się… Nie mam już sił oszukiwać, kokietować, flirtować. Dwóm Paniom, które mają w sobie to COŚ, wysłałem z lenistwa adres bloga. PRZERAZIŁY SIĘ… I chyba dobrze, bo wysyłanie buziek, krótkich listów bez znaczenia, jest tak bardzo infantylne, że aż bolesne. Jestem duży dzieciuch, jednak… nie aż TAKI…
Rano w kościele pomyślałem, że muszę nauczyć się samotności. Godzinę później już zapomniałem odrobić lekcji i przeglądałem profile samotnych. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest nas aż tak WIELU…
Uśmiech pojawił się zwłaszcza wtedy, gdy podejrzałem zdjęcia niewiast, które widuję na ulicy. W życiu bym nie pomyślał…
Koniec wymyślania partnerek. Zapach kobiety jest ulotny, zrobiłem gorącą czekoladę – jej zapach koi moje zawody.

sobota, 26 grudnia 2009

z okna



Gdybym był Misiem O Bardzo Małym Rozumku, wystarczyłaby mi beczułka miodu lub z litr wódki… A tak…
Kręcę się po mieście, zamykam w mieszkaniu. Muzyka gra, papieros ćmi, nikt nie puka, nie tęskni, nie odwiedzi… Przykrywam się kołdrą i macham stopami. Delikatnie podglądam cienie na żółtej ścianie…, ale mam wielkie paluchy. Nudzi mnie słońce, które przez szybę nawołuję do siebie chmury. Nudzą mnie chmury, które gadają z ptakami, a te srają na kapelusze drzew…
Jeden dzień – dałem radę, drugi – przetrwałem. Dzisiaj – nic nie cieszy. Jutro – (do rymu) – kto takiemu uwierzy?
Czytam trzy książki na raz. Gdyby autorzy dogadali się przy winie, powstałaby z tego jedna dobra powieść? Dla mnie.
Dalej słucham Stinga (If On A Winter’s Night), ale dzisiaj mieszam go z Jethro Tull (Songs From The Wood). Jest zimowo, jest leśnie, jest samotnie…
W oknie, naprzeciwko, kobieta tańczy flamenco. Tupie: tup, tup. Już chciałem się ubierać, biec. Usłyszeć. Gdy po pięciominutowym seansie czar prysł. W oknie pojawiły się kotary…
Pojawił się zmierzch…


piątek, 25 grudnia 2009

jazda



DOKĄD mam pojechać? Gdzie jest przystań?
Słucham partami Stinga i czuję zimę, dzisiaj czuję SAMOTNIĘ.
W kościele wzrokiem szukałem żony. I gdy już wybrałem, dostrzegłem siedzącą obok jej matkę… nic by z tego nie było…Córka jak matka? O, zgrozo!
Przed laty, gdy zamykałem się u Benedyktynów nocami zasypywałem pytaniami o. Jana. Powiedział, że mogę wstąpić. Potrzebna tylko zgoda… żony. Była na pewno by się zgodziła. Z ochotą! Gorzej wygląda moja relacja z Szymonem. Jest za… dobra. Zamknąć się w klasztorze, być bliżej Boga, ta droga mi się podoba, ale Szymon???????????????????? Bo Szymon!
Jeżeli nie zakon, to może… serwis randkowy?  No, bo co? Jakąś drogę muszę wybrać… Samotne wędrowanie sprawia mi zbyt duży ból. Mam odciski.
Za oknem szaro. Podobnie w mojej głowie. Po długiej Pasterce, krótkiej nocy, kolejnej długiej mszy z chrztem spać mi się, ale łykam kawę za kawą. Bo, gdy zasnę śnią mi się…
Zakony żeńskie…
Rozpusta. 

czwartek, 24 grudnia 2009

dary



2 000 0010
Jędrzej wygrał w lotto.
Ma nowotwór złośliwy trzustki,
nieoperacyjny.
Kasia ma męża
i kochanka. Jest młodszy.
Małgorzata urodziła syna.
Dla gwiazdy rocka z Bułgarii.
Grzegorza martwi kruchy lód.
Chciał w wigilię złapać karpia.
Jan jedzie do Berlina,
w lokomotywie dziurawa podłoga.
Adam nie pije już od roku
(tylko kilka kropel podczas mszy).
Tomasz uderzył wczoraj żonę trzy razy.
Dzisiaj się powstrzyma,
ktoś musi przygotować kolację.
Roman kupił dwie gry i wielki monitor.
W drugie święto pójdzie na cmentarz,
opowie synowi, jaki ubaw.
Marzena śpi od roku,
jej powieka nagle mruga do gwiazdy.
Wiktor odbiera od krawca garnitur.
Wreszcie pozna rodziców Andrzeja.
Jarek pastuje buty. Prasuje koszule.
Już czas.





(NIECH Wam dzieje się dobrze!) 

środa, 23 grudnia 2009

ciepło



Cuda zdarzają się nie tylko w niebie. Nie tylko w sieci….
Czuję się zmęczony, spać chcę mi się tak samo jak seksu… Bardzo. Ale nie zasnę, seksu też nie posmakuję. Emocje nie pozwalają…
Przed minutami wyszedł Szymon. Kupił mi z własnych pieniędzy swój pierwszy prezent. Skórzane rękawiczki. Była dorzuciła rewelacyjną płytę Stinga… Wczoraj brat książkę o fotografii i praktyczną skrzynkę na płyty ze zdjęciami… Gwiaaaaaaaaaazdor szaleje…, ale okazało się, że to nie koniec…
Puk, stuk, dzyń – dzyń – sąsiadka. - Moja mama odebrała, bo listonoszka prosiła.
Co????
Paczkę od Moniki.
Szymon dostał książkę, ja dostałem… książki i aniołki (na zdjęciu)... i ląduję w niebie, niesiony cudem ciepła. Nie porusza mnie materialny wymiar tych cudów, porusza mnie pamięć, bliskość dobroć….
D Z I Ę K U J Ę 

wtorek, 22 grudnia 2009

pycha



Jak żyć, aby nie poprzestać wyłącznie na deklaracjach?
Będzie ciężko…
Już dzisiaj słyszałem swoją pychę. Temperówka obietnic ruszyła i wióry leciały, gdy zamknąłem się sam w pokoju.
Wiem, że wiem lepiej? Oczywiście oczekuję się ode mnie profesjonalizmu, ale za duży mądrala ze mnie. Muszę uważać, żeby znowu nie mieć gęby bufona.
Jutro jest spotkanie całego zespołu. Mam być zaprezentowany. Poszedłem, więc do wodza i zaproponowałem układ, że… będę milczał, będę słuchał. Nie chcę natychmiast stworzyć grupy wrogów na własne życzenie… i mądrzyć się, wiedzieć lepiej. Wódz uznał propozycję za trafną i orzekł: Pan chyba kiedyś był inny?!
Byłem.


poniedziałek, 21 grudnia 2009

dalej



Ma została w szpitalu. Chory jest też człowiek, którego przez dwa-trzy najbliższe miesiące będę zastępował na stanowisku…w Lesznie.
Od jutra…
Ludzie, z którymi rozmawiałem wiedzą o mnie wiele, odpytywani na wyrywki znają moją ciemną stronę… Do tematu wracaliśmy, ale powolutku, cicho. Może stąd też to czasowe zlecenie ma w sobie jeszcze okres próbny. Ale nic.
Codziennie pobudka o piątej. W pociągu będę czytał, na miejscu pracował i na pewno pstrykał nieznane… To tylko tymczasowość, ale czuję, że dostaję kolejną szansę. Tymczasowość może zrodzić nowe…
Na nowo spojrzałem też dzisiaj na moją ma. Ona jest w innym świecie…Galaktyka, której już nie zgłębię, ale uszanuję jej istnienie.
Dzisiaj dzieje się wiele. Zbyt wiele? Moja była upiera się, abym pojechał z nią na święta dla Szymona i poza tym muszę Ci powiedzieć o sobie, o kilku moich sprawach, ale jeszcze nie wychodzę za mąż…Nurtujące…, ale nie na tyle bym miał zepsute Boże Narodzenie.
Z bratem i ma też nie wyjadę, bo praca…
Do przyjaciela? Bo praca (Jego-moja) i odpocząć trzeba. I z Nim wreszcie – po kryzysie tożsamości – wymieniliśmy znak pokoju.
Będzie dobrze. Zaczęło się od dzisiaj… w pociągu, który w sumie miał tylko 75 minut spóźnienia… 

niedziela, 20 grudnia 2009

jutro



Zwykłem mawiać, że nie lubię poniedziałków. Z założenia, to dzień, w którym nic się nie może udać… Zwrotnica! Zmieniam założenia i przyzwyczajenia. Jutro będzie jeszcze przepięknie…musi, chciałbym…
Rano, raniutko w pociąg. Jadę wcześniej, bo taniej, bo dłużej – poczytam, postrzelam ujęcia. A potem rozmowa. Ważna. Tylko tyle. Nic więcej, by nie zapeszyć.
Powrót i pociąg…, ale nie mój. Przyjeżdża na kilka godzin brat. Niby do mnie, ale do szpitala – po ma. Wieczorem przyjdą – przyjadą odpocząć, znaleźć schronienie, którego ja będę szukał w Nich.
Teraz szukam spokoju przed tym dniem, przed spotkaniami, spojrzeniami, dotknięciami. I nie wiem, które wydarzenie będzie ważniejsze. Przed czy popołudniu?
Szukam słów, które utraciłem jak niewinność… bliskość, miłość, czułość, rozmowa.
Szukam emocji, które czekają. Chowam emocje, które zbyt trwają we mnie…
Szukam siebie w poniedziałek… 

sobota, 19 grudnia 2009

koledzy



Za dużo we mnie emocji. Co chwilę erupcja…
Pewne wydarzenie nakręciło moje myślenie i… sprężyna pękła…
Zrobiłem kolejny bilans wsteczny. Bilans moich męskich przyjaźni. Konkluzja zadziwiająca: częściej w swoim życiu płakałem przez facetów, niż przez kobiety (one przeze mnie i za mnie).
Nigdy nie potrafiłem dobrze inwestować uczuć.
R. – A. – T. Właściciele tych inicjałów pracowali ze mną, pode mną. Mówiłem im więcej, niż wypisuję tutaj na blogu, czyli wszystko. Gdy upadali, pomagałem się podnieść. Gdy zdradzali żony, kryłem ich swoją winą. Gdy przepijali końcówki wypłat, pokrywałem deficyt na górkę. Piłem, jeździłem, byłem. Zawsze obok. A gdy się obrażali czułem się jak zranione zwierzę i płakałem jak szczenię. Łez nikt nie osuszał, a potem straciłem pracę i oni nie mieli i nie mają już czasu dla mnie. Raczej jestem dla nich przedmiotem drwin i kpin. Takim facetem, o którym można pogadać na każdej imprezie, a gdy zabraknie zakąski ja smakuje lepiej…
Teraz siedzę ZAZDROSNY. Oni zajęli moje miejsca, awansowali. Są na wierzchu, a ja pod lodem i nawet nie chcę ich prosić o wykucie przerębli… Są zbyt zajęci, a ja zbyt słaby, by zachłysnąć się powietrzem.
Zduszony we wspomnieniach, trafiam do puszki, na półkę…

piątek, 18 grudnia 2009

dlaczego



Szymon – z niewielką przerwą na oddech byłej – jest u mnie od dwóch tygodni. Egoistycznie wykorzystałem Jego chorobę. Bo, gdy jest obok mnie – czuję spokój, wytchnienie. Czuję się zajęty i potrzebny. Spokojny.
Ale zaraz się TO skończy. Zaraz wyjedzie do dziadków na święta. Zaraz zacznę utyskiwanie. Muszę się przed tym bronić. Muszę nauczyć się żyć obok i z daleka.
Nie wiem, co zrobić ze świętami? Po prostu nie wiem!
Rok temu samotnie tkwiłem, za pozwoleniem, w mieszkaniu byłej żony. Siedziałem zagrypiony, grałem w fifę, obejrzałem filmów ze sto (popłakałem się przy Opowieści Wigilijnej), piłem, co nie zostało wypite, połykałem psychotropy do suszonych grzybków, rozpuszczonych w barszczu. Bawiłem się szukaniem zakonu, w którym mógłbym popełnić samobójstwo na duszy. Dzwoniłem też do Córki. Głos Jej matki, powodował natychmiastowe rozłączanie się. Potem wysyłałem esemsy do wymyślonych numerów. Jedni, przypadkowi zadzwonili z… Bielska. Inni z Torunia byli wyznawcami innej teorii, bo jakoś niemiło radzili, abym się przymknął.
Na telefon przyjaciela zareagowałem burknięciem, byłych teściów – milczeniem, rodziny – jęknięciem.
Nie chcę już takich świąt. I wiem, że takie nie będą. Jestem w innym miejscu swojej drogi. Inaczej postrzegam, inaczej dostrzegam.
Ale nadal nie wiem gdzie, jak i dlaczego? 

czwartek, 17 grudnia 2009

bulwarówka



Podobno nie lubię śniegu, bo…w mieście zamienia się w breję. Podobno mój Syn urodził się przypadkiem. Podobno musiałem zostać hazardzistą. Podobno przyjaciel ma mnie dosyć. Podobno kobiety nie powinno zagryzać się wódką. Podobno gdzieś mieszka pani, która na łożu śmierci powie: kochałam się z nauczycielem matematyki w godzinie wuefu.
Podobno
święta bywają rodzinne;
koszerny zdarza się ogórek kiszony, po uprzednim dodaniu włosów rabina;
ksiądz proboszcz odkłada na mieszkanie kochanki;
wygraliśmy wojnę (tylko nikt nie pamięta którą);
jestem szaleńcem chodząc nago po kuchni, gdy Jerzy leje Helenę za impotencje;
była żona pali papierosy zawsze po dwudziestej drugiej;
były przyjaciel zdradza żonę, gdy dzieci na roratach;
ktoś kradnie moje zdjęcia i opowiada, jaki z niego Kozak;
za dwieście złotych, cztery różańce i osiemnaście koronek można dostać odpust zupełny;
anioły latają w dziurawych gaciach;
bukmacherzy wiedzą, kto jest najlepszy w kółko i krzyżyk na Półwyspie Helskim;
Sting ma wszy,
zakonnice nie bywają lesbijkami;
a księża czepiają się gejów………………………………………………………………

Podobno we wszystko można uwierzyć! Potrzebna jest tylko silna wolna i zdrapka (łut szczęścia, znaczy się…………..)


środa, 16 grudnia 2009

etapy



Rysowałem nożem twarz
z piany twoich ust.
W wannie pełnej statków,
rzeźbionych przez naszego syna.

Na krześle w ślubnym krawacie
bawiłem się skakanką.
Wisiałem na słuchawce telefonu
z kolejnym szantażem.

W rachubach notatek
na pustej lodówce, znalazłem
pozew. Życzenia
założenia nowego plemienia.

Doszedłem do wniosku,
który przypadnie ci do gustu.
W moim sercu nie znajdziesz ukojenia.
Jak wątroba, czeka na przeszczep.  




Tobie.

wtorek, 15 grudnia 2009

dialog



Szymon jest – chyba – politycznie poprawny:
- Jestem katolikiem, bo urodziłem się w rodzinie katolickiej. Gdybyś był Żydem, to i ja nie miałbym wyboru.
Oniemiałem. I tak zaczęła się rozmowa o religii. A dlaczego?
- Czytasz Pismo Święte, więc chcę się dowiedzieć.
Czego, przecież na lekcjach mówią już sporo?
- Ale ty lepiej opowiadasz.
No i klops. Moja skąpa wiedza została przefiltrowana. Osad z nauk wszelkich pozostał niewielki. Sięgaliśmy do książek, kurz unosił się nad sprzątanym, wczoraj, dywanem.
Leżeliśmy. Czytaliśmy. Szukaliśmy. I nagle:
- Na dzisiaj koniec. Jeść mi się chcę!
Mój Syn zadziwia mnie swoim BYCIEM. Gdy zjedliśmy, napomniałem, aby posprzątał po sobie i żartem ścisnąłem jego dłoń, a ON:
­- Co ty uczyniłeś???
Puściłem i śmiałem się przez kwadrans. Popatrzył na mnie z politowaniem i postawił diagnozę:
­- Chyba ja ci coś uczyniłem….

poniedziałek, 14 grudnia 2009

ja


Nieustające zwierciadło, skąd w tobie tyle uporu?
Czemu powtarzasz, bracie tajemniczy,
ruch mojej dłoni, który zda się niczym?
Skąd odbicie nagłe wśród cieni wieczoru?

(Jorge Luis Borges, Do lustra)

igły



Tak, wiem. Wiem, wiem. Za wcześnie. Ale nie spędzimy razem świąt, a więc choróbsko Szymona i Jego pobyt u mnie, sprowokowały zakup choinki. Do tego garść cukierków, kilka starych bombek, wielka czerwona mucha clowna (znaleziona podczas jednej z wypraw), lampki – no i mamy – jest świątecznie, przed świętami…
Gdy choinka, to i porządki. I czas mijał błogo i niewinnie, ale zawsze musi mnie coś, albo ktoś wytrącić z równowagi… Dzisiaj przypomniała sobie o mnie była teściowa.
Zadzwoniła i zaproponowała zmianę kanałów w telewizorze. Ok, zrobiłem to. A tam jeden z hazardzistów opowiadał jak zniszczył swoje życie. Życie rodziny. Znam to z autopsji… Wyłączyłem tv, wybrałem Patti Smith.
Ale była t. nie odpuściła. Zadzwoniła, aby posłuchać mojej reakcji. Ma wyjątkowe poczucie humoru, więc poszedłem do łazienki i usiadłem na miejscu króla, a telefon wręczyłem Synowi…
Po godzinie była już wiedziała o telefonie swojej mamusi. I zadzwoniła z prelekcją o trosce jej matki. Oniemiałem, kwitując krótko: - Tak, ona ma zawsze dobre intencje, święta, dobra kobieta! Bach. Rozłączyłem się.
Codziennie na ulicy, w kościele, w sklepie – spojrzeniami, palcami, szeptem ludzie przypominają mi, że jestem hazardzistą. Wiem o tym. Przyznałem się przed sobą i światem, ale nie jestem TYLKO hazardzistą. Jestem Holden, do cholery. Facetem z krwi i kości. Nie będę wszystkich zapewniał, że nie gram, że jestem uczciwy. Ale zapewniam wielu: dostrzeżcie we mnie także zalety, a nie TYLKO wady!
Przeszedłem długą drogę, zasługuję – chyba – na TO.

niedziela, 13 grudnia 2009

galop



Szymon ma nową miłość. Konie. Byliśmy na zawodach skoków przez przeszkody. Ledwie go stamtąd wyrywałem. Musiał popędzić na urodziny kolegi. Na lasery. ­– Ale konie są lepsze!!! No, dobra, ale konie musimy znowu zobaczyć – orzekł.
Zwracałem głównie uwagę na amazonki, a Szymon wciąż, jak kataryna – Ale koń, ale klacz, ale życie…
Wcześniej, nieco dekadencko, postanowiliśmy ułożyć wspólną, pierwszą pieśń. Słowa dobieraliśmy i wybieraliśmy na zmianę. Muzyką zajął się wyłącznie On. I tak podczas spaceru, w zimny grudniowy dzień, patrząc w oczy przechodniów, śpiewaliśmy:
Co tak gapisz się?
Co tak patrzysz się?
Ja tu tylko
chcę na chwilę.
A potem
gdzieś, gdzieś, gdzieś
na milę
oddalić się…

sobota, 12 grudnia 2009

turnieje



…były dziewczyny z pomponami, był gorący doping, wiele goli i… drużyna Szymona wygrała turniej! Duma rozpiera moje rodzicielstwo!
…w śnie wygrałem w bierki z nagą, długowłosą karlicą! Żądała, abym się nie wywyższał!
...oznajmiłem byłej, że mam już dosyć samotności. Dałem jej cztery godziny do namysłu, a potem… zadzwoniła, oznajmiając: ­jeżeli, gdyby… A, że nie mam pieniędzy i nie chcę już się rozdrabniać, potem już będzie tylko moje.
…w sklepie pani poprosiła o pomoc w wyniesieniu skrzynek, dwóch chętnych zgłosiło akces chrząknięciami, ja bujałem w obłokach, gdy nagle usłyszałem: ­- A pan? No i trafiło na mnie. Zostałem wybrany.
…a pani od angielskiego jest mężatką… 

piątek, 11 grudnia 2009

odlot



Plany były wielkie. Miałem przemeblować pokój. Umyć, odkurzyć, czynić… a tu… niespodzianka… Gdy wróciłem do domu ze szkoły, zacząłem się krzątać, zrobiłem kawę, wybrałem muzykę i trzepnęło mnie. Raz, dwa, trzy – muzyka kołysała, serducho nie chciało.
Spokojnie!!!!! Przeleżałem caluśki dzień w łóżku… Sen. Konwicki. Sen. Kurosawa.
Ok., przestraszyłem się, ale..
Nie martwię się i błagam, bez użalania się nade mną!!! Bo…
Od kilku miesięcy sypiam… kiedy się uda, a udaje się rzadko. Kiedy nie ma Szymona zapominam o jedzeniu. Wróciłem do palenia i sześciu – dziesięciu kaw dziennie. Spalam to podczas łażenia, – ale dzisiaj organizm powiedział, stop, chłopcze!
I dobrze, wyciągam wnioski! Obiecuję, a poza tym zaczynam spać i marzyć…

Bo jeszcze mi się chcę, jeszcze potrafię!!! Polecieć…
Bo kiedy człowiek myśli o końcu i wreszcie coś go zaboli, przestaje myśleć głupio i bezmyślnie…

czwartek, 10 grudnia 2009

po-łowy



Może to schizofrenia, może tęsknoty, może nadzieja, może zagubienie. Może?
Kto powiedział, że połowy są takie same? Nikt? Uspooookoiłem się…
Gdy jest ze mną, u mnie Szymon czuję się potrzebny.
Kanapki, pranie, prasowanie, obiad, do i ze szkoły, wspólne odrabianie lekcji, wędrówki, spacery, czytanie, słuchanie i tańce (…), oglądanie, podglądanie, wariowanie, kolacja, modlitwa, gadanie…
Gdy jest ze mną – połowa wypełnia drugą, podłą i depresyjną…
A potem jestem sam i nic, tylko utyskiwanie. Użalanie i chlipanie… i jest mnie jedna druga.
Przez lata byłem pewien, że potrafię, a nawet chcę być sam. Przecież jestem doskonały, a doskonałość nie znosi konkurencji…


Teraz cały szukam połowy… 

środa, 9 grudnia 2009

Pani



Oj, jak podoba mi się nauczycielka angielskiego. Nie każda. TA w szkole Sz. Dzisiaj miałem okazję i szansę na siedemdziesiąt dwie sekundy obserwowania jej bycia, jej ruchów…
Krzątała się po klasie, a ja jak słup soli jadłem jej każdy gest…
Wiem, muszę okiełznać fantazje. Bo co, bo jak? Mam podejść i…
- Jest Pani przepiękna, trochę niepotrzebnie Pani krzyczy na dzieci, ale naszymi będę ja się opiekował… Mój Syn też Panią… podziwia…
Gdyby, aby, żeby. Ochy i achy w mojej głowie…
A Szymon pisze opowiadanie z Dzieci z Bullerbyn. I? O tym jak dziewczyny wolały stóg siana od łóżka…
Niedaleko jabłko pada od jabłoni…

A żółty tulipan dla Margo, za wczoraj, za dzisiaj, na jutro…

wtorek, 8 grudnia 2009

drzwi




Ja nie muszę mieć karty łowieckiej,
Aby w sidła uchwycić myśl dziecka
I nie muszę pełzać po badylach,
By serc tajne gniazda rozchylać.
Kuropatwę zamienię w kamień,
Sarnę w smutną i kruchą panią.


(z Andrzeja Bursy!)
statystyka